fot. Dominik Budzowski
JKS pokonał pierwszą pucharową przeszkodę, choć grą nie
zachwycił. Końcowy rezultat należy uznać za skromny,
szczególnie że wobec kontuzji etatowego bramkarza Roztocza,
Mateusza Bukały, między słupkami stanął grający na co dzień... w ataku
Mateusz Gałka. W takiej sytuacji nawet miejscowi kibice nie liczyli na
cud, a ich obawy potwierdziły się w 6. minucie gry, kiedy to Gałka
fatalnie interweniował przy strzale Aleksandra Czyża. Wydawało się, że
kolejne gole są kwestią czasu. Jarosławianie często uderzali z
dystansu, lecz o ile próby Oleksandra Tarasenki trafiały
jeszcze w światło bramki, to już wszystkie inne szybowały daleko od
celu, lądując głównie w okalających stadion drzewach.
Jako że kolejne minuty nie przynosiły zmiany rezultatu, coraz śmielej
zaczęli sobie poczynać gospodarze, którzy na początku
drugiej połowy byli nawet bliscy wyrównania. Strzał głową
Macieja Zielińskiego przeszedł jednak obok spojenia słupka z
poprzeczką. Jarosławianie przypieczętowali swoje skromne zwycięstwo w
87. minucie. Z dośrodkowania Rafała Surmiaka z rzutu rożnego skorzystał
Dominik Ochał, celną główką ustalając wynik meczu.